środa, 18 lipca 2012

From London with love!

Ostatnia noc w Londynie. Gwar, chłód od Tamizy. A wyspiarskiej mgły nadal nie widziałam. Za to słynne deszcze mnie dopadły. Wilgoć jest taka, że czuje ją wszędzie, nawet w uszach!
I widziałam, słyszałam, jak ludzie piszczą na premierze najnowszego Batmana. Tłum taki,  że nawet mi się nie chciało przecisnąć.
W ogóle Londyn jest jednym wielkim placem budowy. Pozostało kilka dni do Igrzysk. Niby The Shard już otwarty, ale przy niższych kondygnacjach nadal coś kombinują, a tuż pod nim nawet po 9 PM (czasu lokalnego) łatają asfalt. Jak w Polsce przed Euro!
Ponadto miałam okazję skorzystać z usług przedsiębiorców z Emiratów Arabskich, którzy wybudowali najszybszy środek transportu przez Tamizę: Emirates Air-Lines. No żeby w Anglii arabska komunikacja, to chyba szczyt chęci zarabiania jednych oraz oszczędzania drugich.
Będąc przy Olimpic Games - boją się jak cholera! Lotniskowiec w centrum Londynu! Stoi sobie taki na cumach na Tamizie i czeka tylko, by samolociki wypuszczać.
Ale co tam lotniskowiec. Cutty Sark to jest to! Stoi sobie w suchym doku i pamięta regaty kliprów herbacianych. A plotka niesie,  że Nelsonowa Golden Hind teraz też ma sucho, bo jej dok (z reguły pełny wody) teraz remontują (śpieszą się Angole, mimo flegmy,  bo zaraz Igrzyska! - znowu jak Polacy przed Euro).
To by było na tyle.

Z londyńskiego Brought Market!
Korespondent Wyklęta Iwona

niedziela, 8 lipca 2012

Krótko, zwięźle i... nie na temat

1/3 Trójcy czyli ja wyjeżdża nad morze na wyczekiwane od lat wakacje, kolejna 1/3 wyjeżdża na wyspę zwaną "junajtet kingdum" czyli UK, a cała reszta czyli Bartek nie wiadomo co rhrhr ;D pewnie też jakieś wakacje albo praca?

No i tak w ogóle to sobie myślę, że ta nasza Trójca to chyba przez Damianowe zgody jakoś przeżywa etap kryzysu? Iwona nie ma czasu dla nas (w sumie nie miała - nie wiem jak jest teraz) a od jutra nie będę miał ja czasu i tak powoli TW przechodzi do lamusa i odchodzi w zapomnienie xD Wspaniała pamiątka z "młodzieńczych lat" - wyklęci przez kolegę haha ;D będziemy mieli co opowiadać wnukom na dobranoc.

A tak na poważnie to życzę całej trójcy w tym i sobie a także czytelnikom udanych wakacji i powodzenia w życiu prywatnym i zawodowym. Nie prędko tutaj zaglądnę także życzę wsio dobrego! ;))

Kuba

środa, 4 lipca 2012

Bo nigdy za mało!

Jedną szkołę skończyłam. Normalny człowiek powinien się cieszyć wakacjami. A mi mało. Wieczny głód wiedzy. To się zapisałam do innej szkoły: będę się uczyć jeździć. I to nie byle jak, bo na dwóch "maszynach".
Do tego romanse z angielskim, rosyjskim...
Jakby uczty intelektualnej było mało, to czytam książki polecane przez pewną panią dr, oglądam seriale, filmy...

Cudne wakacje!

środa, 27 czerwca 2012

W końcu!

Obroniłam licencjata! Licencjaciora! Licencjacisko!
I teraz w końcu czytam to, na co mam ochotę, a nie to, co ktoś chce, żebym przeczytała. Będę oglądać filmy, seriale. Albo po prostu nic nie robić!

I tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że są tacy, co nie szanują nie tylko studentów, ale również innych wykładowców.

środa, 20 czerwca 2012

refleksja 2


Jako, że blog opisuje nasze żale i męki to się dziś Wam trochę pożalę.
Ostatnimi czasy męczy mnie straszny, okropny brak czegoś, czego nie sposób wyrazić słowami – w gruncie rzeczy do końca nawet nie wiem czego mi brakuje. Ten brak powoduje, że tracę szybko zapał i chęci do robienia czegokolwiek ambitniejszego niż siedzenie na dupie przed komputerem. Za tydzień wyczekiwana obrona pracy licencjackiej – co najlepsze dopiero dzisiaj zabrałem się za naukę. Zobaczymy czy zdołam się wyuczyć. Za mną przerobionych 14 pytań na 40 więc myślę, że do piątku będę miał wykute odpowiedzi na blachę a przez weekend poczytam moją pracę i będzie OK. W ogóle to od kilku dni jestem sam w domu. Rodzice wyjechali, siostra wyjechała i zostałem sam. Ta pustka w domu mnie dosłownie zabija, odbijam się od ścian i szukam czegoś do roboty. Chata wysprzątana aż lśni, podłogi wymyte, okna też. Nawet u mnie w szafie posprzątałem hehe. Co prawda sprzątałem dziś cały dzień na raty popijając kawę i czytając te pytania i odpowiedzi na obronę ale jakoś dałem radę.
Wracając do tematu licencjata. Z jednej strony czekam na tą obronę a z drugiej strony boję się nie tyle jej co tego, co będzie tuż po niej. Przez głowę przelatują mi plany na przyszłość. Wyjazd do Anglii, studia magisterskie? A może praca i odkładanie na studia? Wiem tylko tyle, że po obronie wyjeżdżam na kilka dni nad jezioro a w lipcu na dwa tygodnie nad morze i przez ten czas muszę się do końca zdecydować czego chcę od życia a przynajmniej mam taki zamiar.
I tak jeszcze poza tematem. Dlaczego ludzie mają takie skłonności do zapominania?

poniedziałek, 28 maja 2012

Refleksja...

Informacja z ostatniej chwili. Moja praca licencjacka została oficjalnie przyjęta! Jutro drukowanie i za miesiąc obrona kończąca kolejny etap mojego życia. Przyznać muszę, że cieszę się a zarazem jakoś mi ciężko na sercu. Cieszy mnie to, że dzięki studiom zdobyłem tak wielu przyjaciół i znajomych. Monika, Iwona, Bartek, Grzesiek (Skryba), Justyna i nawet ten Damian – zawsze te osoby będą mi się kojarzyły z cudownymi latami studiów w głogowskim PWSZ. Smuci mnie jednak to, że te czasy studiów, beztroskiego, studenckiego życia już nigdy nie wrócą i już nigdy nie będzie tak samo. Dzięki studiom spełniłem też swoje marzenia, może nie do końca ale spełniłem. Zdobyłem nowe doświadczenia. Nawet przeżyłem swoją pierwszą miłość hehe : ) nie no… BYŁO ZAJEBIŚCIE!
A już za kilka dni kolejne „Dni Głogowa”. Jak się uda to w niedzielę Trójca Wyklętych będzie mogła się spotkać i wspólnie pobawić. Dawno nie mieliśmy okazji wspólnie się czegoś napić, pogadać. Oj dawno. Cały czas albo Iwona zajęta, albo Bartek albo ja. I tak na okrągło. Ale miejmy nadzieję, że tym razem uda nam się w końcu spotkać i wspólnie pobawić.
Kończyć już miałem jak przypomniało mi się, że jeszcze o czymś chciałem napisać. To odnośnie wcześniejszego posta z 5 maja. Miałem zacząć zmieniać swoje życie i wracać do normalności po obronie lecz postanowiłem zrobić to prędzej i już przyznam się zmiany odczuwam a nawet widzę. W ogóle to mam nowy cel w życiu. Tzn. taki mały zarys tego co chciałbym osiągnąć ale to i tak dużo myślę. Dziś stwierdziłem też, że nie warto przejmować się przeszłością i wracać wspomnieniami do tego co było lub być mogło i analizować wszystkiego bezcelowo. To i tak do niczego nie prowadzi a tylko się człowiek później źle i podle czuje.
I takim nietypowym akcentem kończę dzisiejszy wpis i życzę miłego wieczoru.

Kuba.

niedziela, 27 maja 2012

Plan B

Nadchodzi blogi czas... Ostatnie 2 tygodnie, pozbierać autografy... Potem ubrać białą bluzkę i 15cm, odpowiedzieć na kilka pytań... Na sam koniec odebrać papierek... I co? Ludzie, którzy 3 lata wkurzali, którzy rozśmieszali, którzy byli obojętni, z którymi lubiło się gadać nagle gdzieś się rozmyją. Skończą się samotne trasy do, czasem wspólne powroty. Nie będzie szykowania niczego na GG i Fejsie. I za kolejne 3 lata pewnie nie będziemy siebie pamiętać.

A ja mam plan B!
Mam zamiar pisać, odzywać się, nawet do tych, których sam widok mnie drażnił. Pytać co słychać, pamiętać, wspominać. I co jakiś czas odbyć tą samą trasę. Wejść i zjeść pitę z mięsem albo bułeczkę z sosem. Iść do pana Kazia na ploty. Posiedzieć na JoeMonsterze w bibliotece. Podyskutować z dr od literatury, pokłócić z dr od mediów i sztuki współczesnej (może wróci), odbyć filozoficzne dyskusje z dr od antropologii i filozofii.
Życzę sobie powodzenia!

piątek, 18 maja 2012

Nawet nie przeciętny...

Co tu kurna tak cicho? No dobra, też nie hałasowałem za dużo ale to dlatego, że nie mam nic inteligentnego do powiedzenia to i pisać się nie chce.
   A dzisiaj w Tv pewien jegomość powiedział, że przeciętne wynagrodzenie wynosi 3719zł... - To ja nawet przeciętny nie jestem? Oj daleko mi do przeciętności - znacznie obniżam średnią statystyczną. No ale trudno...
   W sobotę dałem się namówić na disko w dyskotekowym zakładzie pracy wyklętego Didżeja Kuby. I mimo, że to nie są moje klimaty to jednak zrelaksowałem się i nabrałem sił na kolejnych 5 dni tygodnia. A tak wyglądał mój relaks:

Żałuj Iwono, żałuj - było naprawdę miło.
      Ale, ale, ale! Na tym się mój relaks nie kończy, otóż wszem i wobec ślę swe przechwałki o właśnie rozpoczętym tygodniowym wolno-urlopie! Ha! Caaałyy boży tydzień! - Przyda mi się taki odpoczynek przed zbliżającym się bezrobociem... Z tymi pozytywnymi akcentami pozdrawiam wyklętych ;)

piątek, 11 maja 2012

Żyjąc dniem wczorajszym…


     Naszły mnie dzisiaj znikąd takie dziwne myśli. Co będzie za kilkadziesiąt lat. Co będzie za wiek, dwa? Jak będzie wyglądał świat? Niewątpliwie nie jedna osoba na świecie chciałaby wiedzieć co będzie ale niestety, nie dożyjemy. Chyba, że jakiś szalony naukowiec wynajdzie przepis na nieśmiertelność. Dziwne myśli, wiem. W ogóle to zadaję sobie jeszcze jedno pytanie, dlaczego ludzie dążą do bogactwa, władzy, skoro i tak po nas nic nie zostanie a tak naprawdę nie wiemy co się dzieje po śmierci? Może jest tak, że Bóg gdzieś w niebiosach robi losowanie. Bogaty? Następnym razem będziesz żebrakiem. Byłeś biedny? No to teraz masz, będziesz bogaczem. A może nic się nie stanie? Któż to może wiedzieć. Tutaj zostawiam Was z refleksją na temat życia ludzkiego i jego sensu.

                A już jutro Trójca Wyklętych będzie miała okazję pobyć ze sobą jakiś czas, porozmawiać, pożalić się, wypłakać w razie potrzeby no i żeby było miło pośmiać, pożartować i pobawić. Jedziemy wszyscy razem do miejsca, w którym nie myśli się o problemach. No chyba, że mi się weźmie na jakieś smutasy i zepsuję całą atmosferę opowiadając o moich problemach. Jedzie z nami również Paulina, która co prawda wyklęta nie jest ale na imprezie, na której straciliśmy miano człowieczeństwa była. Tyle jej się udało, że po prostu wyszła z niej godzinę prędzej.

                Pozwolę sobie jeszcze napisać, że bardzo dziękujemy za ponad 1500 wejść na naszego bloga oraz aktywność naszych czytelników. Mamy nadzieję, że będzie ich co raz więcej i więcej. Z racji tego, że ostatnimi czasy bardzo popularny stał się fejzbuk zapraszamy również na nasz profil gdzie można kliknąć taki „magiczny przycisk” lubię to! i być na bieżąco z naszymi postami na blogu oraz pooglądać sobie i pokomentować nasze śliczne buzie ;D Link do naszego profilu znajduje się w takiej zakładce po prawej stronie u góry bloga.

To by było myślę na tyle. Miłego popołudnia i weekendu.
Kuba

wtorek, 8 maja 2012

Cudowny tytuł...

... bez wartości. Wczoraj 2/3 wyklętych udało się na upragnioną pizze. Przysmak okazał się większy niż apetyt, choć wciąż będę upierał się, że ja swoją połowę zjadłem, Kuba nie. Szkoda, że zabrakło Iwony ale okej, wybaczamy, niektórzy są na szpilkach inni są na piwie. Że nam akurat szpilki nie odpowiadają jako obuwie, to wybraliśmy te drugą opcję. Ale baba to baba, ma swoje szpilki i nie dołączyła - oj będę wypominał. Choć poczułem lekką rekompensatę widząc jak resztą trójcy wraz z Pauliną przyszli po mnie po pracy. Och łzy wyklętego wzruszenia napłynęły mi do oczu. Naprawdę fajnie, tylko szkoda, że trudno jest nam znaleźć trochę czasu na wspólny jakiś wypad. Chociaż jak się okazuje, wiszą w eterze plany wyjazdu w miejsce pracy Kuby. Czas pokaże. Pożyjemy zobaczymy, że tak to ujmę.
    Co by wprowadzić tu trochę kolorytu, wlepiłbym jakieś zdjęcie, ale jeszcze nie wiem czy umiem, ale spróbuję:

A co by smaku narobić, z pozdrowieniami z dnia wczorajszego!





To poniżej to już dzisiejsze, cała trójca - w swe olśniewającej okazałości:


sobota, 5 maja 2012

Patrząc wstecz.


                Nie moja kolej, ale jakoś tak po całym dniu pisania licencjata wzięło mnie na jakieś takie dziwne przemyślenia. Popatrzyłem sobie dziś wieczorem wstecz i stwierdziłem, że wielu znajomych, z którymi niegdyś utrzymywałem kontakt po prostu wyparowało. Porozjeżdżali się po świecie, po kamuflowali w swoich domowych zaciszach, pomiędzy pracą i domem nic innego nie widzą. Po prostu wyparowali. Żal mi trochę minionych lat, czuję w głębi siebie, że mogłem zrobić więcej niż rzeczywiście zrobiłem i całkowicie inaczej podejść do życia ale już trudno, czasu się cofnąć nie da. Doszły mnie słuchy, że nasza Trójca Wyklętych również zostanie wkrótce rozdzielona. To jest znak, że ja również powinienem zmienić swoje dotychczasowe życie, zacząć zajmować się czymś innym, może nawet zmienić miejsce zamieszkania, usamodzielnić się iść do ‘normalnej’ pracy. Ile można żyć samymi marzeniami? Trzeba to zmienić. Tak.
                Przełomowym wydarzeniem będzie dla mnie obrona licencjata. Ogłaszam wszem i wobec, że po obronie zmieniam swoje dotychczasowe życie, rzucam to całe śmieszne, niedojrzałe, pokręcone życie i biorę się porządnie za robotę. Tak. Ale zanim to nastąpi pochwalić się muszę, że pisanie mojej pracy dobiega końca, jeszcze tylko jakieś 10 stron i koniec pisania. Przyznam się szczerze, że te 10 tysięcy słów na kartkach licencjata wygląda przecudnie i dumny jestem z siebie, że dałem rade i aż tyle udało mi się napisać. Czasami wątpiłem w moje zdolności ale jednak jest. Ale nie zapeszajmy bo przede mną o wiele gorsza sprawa…
40 pytań z dziedziny ekonomii ;D

I tym pozytywnym akcentem chciałem wszystkim życzyć udanego weekendu, piszącym matury szczęścia podczas strzelania odpowiedzi A B C , a studentom piszącym pracę licencjacką wytrwałości i weny.

Kuba.

środa, 2 maja 2012

Od mamuśkowej strony

Ostatnio telewizja mnie zaskakuje! Aż dwie reklamy zwracające uwagę na sytuację rodziców (głównie matek)!!! Co za rozrzutność i w ogóle zajmowanie się nieistotnymi sprawami. Bo po co ludziom wiedzieć, że nie tylko brakuje miejsc w przedszkolach, ale też zrozumienia u pracodawców dla rodziców? Albo że podjazdy dla wózków są za strome, za wąskie. Chodniki zresztą też. Po co ludziom wiedzieć, że nie ma gdzie wyjść z dzieckiem, bo lokale są nie przystosowane? Czy doczekam czasów, kiedy idąc z córkami nie będę słyszała "Jejkuś! Bliźniaki! To pewnie strasznie dużo pracy!",  a za to usłyszę, iż przynajmniej nie będą zarozumiałymi, egoistycznymi jedynakami, jak większość współczesnych dzieci.

W tym miejscu chciałabym podziękować tym, którzy rozumieją, że czasem nie mam z kim ich zostawić, że mogę nie mieć siły, że nie dają mi porozmawiać przez telefon (Tak reszto Wyklętych, między innymi o Was mowa).
A wszystkim, którzy uważają, iż powinnam być na każde skinienie, bo ktoś ma ochotę pomarudzić - pocałujcie się w pupę!
Natomiast ci, dla których rodzicielstwo to zamknięcie się w domu z dziećmi - miłego życia w zaściankowie.

I na koniec dziękuję komuś, kto drugi dzień z rzędu czyta moje kwękanie.

wtorek, 1 maja 2012

trochę smutasów


Szybko, szybko, mam odrobię weny!

Długi, majowy weekend nie działa poprawnie na mój układ nerwowy. Wahania nastroju i brak racjonalnego myślenia a ponad to jakieś takie dziwne uczucie, którego nie sposób opisać. To uczucie doskwiera mi od kilku dni a dzisiaj rano zostało spotęgowane przez wysoką temperaturę na dworze i w moim pokoju. To chyba wszystko przez tą pogodę. A może to punkt krytyczny wyklęcia? Któż to wie. W ogóle to od kilku dni chodzę jakiś taki poddenerwowany, wszyscy mnie denerwują i wkurzają bardziej niż zwykle.

A teraz opowieść starego żeglarza ;D
Akcja działa się na stacji paliw. W samochodzie siedzą dwie blondynki. Podchodzi jakiś człowiek i pyta kierowcy – ‘Nalać Pani benzyny?’. Nie byłoby to śmieszne gdybym w tym wydarzeniu nie uczestniczył. Wcześniej zatankowałem samochód i poszedłem zapłacić. Następnym razem jak pojadę zatankować auto, będę siedział, czekał może i mi ktoś naleje. Chyba, że to dotyczy tylko blondynek. Sprawdzić trzeba!

Koniec weny… potrzebuję dużego kopa w…

sobota, 28 kwietnia 2012

Moja głowa...

Czy tylko mnie boli głowa po wczorajszym Grillwonie? 
Ale:
- Impreza udana
- W końcu mogłem powydzierać japę, cudowna chrypka dzisiejszego dnia i czuję się jak Louis Armstrong
- Doborowe towarzystwo
- I ta bezkonkurencyjna karkówka, no przecudowność 

Muszę przyznać, że grillwon przeszedł moje najśmielsze oczekiwanie. Przyznaje bez bicia, no podobało się. A teraz czekam na jakieś kompromitujące zdjęcia i filmy. 

czwartek, 26 kwietnia 2012

Próba mikrofonu

raz dwa trzy, raz dwa trzy, trzy, raz dwa trzy ;D

działa działa :D

Nie wiem...


Ja nie wiem a Wy? Iwona w najbliższy piątek będziemy musieli porozmawiać… muszę się komuś wyżalić :P

PS. Fajnie pięknie ale ja nadal nie mogę pisać ze swojego konta jako ja... Normalnie chyba Was wyklnę zaraz xD

KUBA

wtorek, 24 kwietnia 2012

O kant dupy rozbić...

... taki tytuł postu. I tyle tematem wstępu.

    Tak się od kilku dni zastanawiam, skąd ludzie biorą taką ułańską fantazje. Przychodzi baba ze świstkiem papieru do konsultanta ds. klienta w salonie i rzucając mu przed nos zamaszystym ruchem, tako rzecze: (tonem rozkazu): Niech mi pan to cofnie! - Ale co? - To! - rozkładając wymiętolony i nasączony od tłustych, spoconych łapsk skrawek dokumentu, wskazującego z pierwszej strony na jakąś niezidentyfikowaną (ze względu na stan fizyczny) umowę. - Ale co to jest? - W celu rozeznania sytuacji. - No jak to co? Umowa, ja jej nie chciałam! Ja proszę pana wyjechałam za granice i ja z tego nie korzystałam ani syn i proszę mi to natychmiast cofnąć! - To nie był ton prośby. Szybkie łypnięcie okiem po szczątkach czegoś co kiedyś miało wartość papieru, zwanego nawet dokumentem i: Ale jak pani tego nie chciała, to kto podpisał? - Pytanie oczywiście przy jednoczesnym wskazaniu palcem resztek pozostawionych na papierze atramentu. - No ja podpisałam, bo to kurier przyjechał, ja się śpieszyłam, ja podpisałam ale nie czytałem tego. Ale mi się to proszę pana nie podoba i proszę mi to cofnąć!    Długo taka rozmowa nie miała miejsca. Widząc, że stłumiona jasność umysłu szanownej Pani nie reaguje na wysyłanie prostych komunikatów werbalnych w postaci argumentów, poczęstowana została numerem do biura obsługi klienta, gdzie na spokojnie mogła swoje żale wylewać... Ach, jakaż trudna musi być praca człowieka odbierającego takie telefony.

Ale pomijając ciekawość wskaźnikiem samobójstw wśród takich pracowników, zastanawiam się skąd w ludziach taka nieodpowiedzialność. Taka chęć bycia ponad wszystko. Albo np kobieta, która za każdym razem stoi przy kierowcy autobusu i na siłę próbuje go zagadywać, wpychając swój odwłok niemal do jego kabiny. Ok, rozumiem, że może takie zaloty. Jestem wstanie zrozumieć. Ale czy to samo kieruje gościem po 40ce? Niesamowitość po prostu. Każdy chciałby być wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i mieć miano wyróżnienia. Po co?

 Ach, Boże - może to dobrze, że zasilasz moją osobą te rzesze ludzi szarych, obojętnych i nijakich. Może to dobrze, że nie muszę być w czymś ekstra ponad? Dzięki temu nikt nie wymaga ode mnie więcej niż sam chciałbym dać. A może bycie takim nikim spośród wszystkich jest już wystarczającą formą oryginalności i należałoby się z tego cieszyć? Chujowa dedukcja - ale jest w tym jakaś zaleta. Zawsze to jakiś element, który solidaryzuje mnie z tymi przebrzydłymi optymistami. Ja wierzę, że ten świat jest kolorowy. Naprawdę. Tylko może fakt, że widzę go tak szaro, to kwestia nie zdiagnozowanego daltonizmu?

Zgryźliwy

niedziela, 22 kwietnia 2012

Małe zmiany

No to od dzisiaj małe zmiany: po pierwsze każde z nas może od dzisiaj pisać z własnego konta, co ułatwi rozróżnianie, jak kto marudzi.

Po drugie: koniec z logowaniem się, by dodać komentarz. Weryfikacja obrazkowa także została wyłączona.


Do pracy się braććććććććććć!!!!!!!

piątek, 20 kwietnia 2012

Podobno nas czytają...

Prawie 500 wyświetleń... Wynik całkiem mobilizujący... Jednak... Tyle wyświetleń, tyle słów, rzuconych w przelocie, że ktoś czytał, że się podoba, że oby tak dalej. Pytanie tylko, czemu nikt po sobie śladu nie zostawia?

2/3 Wyklętych pisze licencjaty... Po nocach śni mi się Lara Croft i Pan Samochodzik. A Polsat już w ogóle mnie nie lubi, gdyż w poniedziałek chce katować mnie "Tomb Raiderem". Cóż, licencjat jest wszędzie!!!! Jedyny temat: miedzy zajęciami, na zajęciach, na GG, nawet Uno Momento męczyło ten temat!!!!!!

Wiosna nastała na dobre, to znaczy chyba, bo z pogodą gorzej niż z moim promotorem: nigdy nie wiadomo, o co chodzi.... Czekałam na te ciepłe dni, moje czerwone 10cm nadal czeka, by rozpocząć sezon. A biało-niebieskie 15cm chce się już bronić.


 Wyklęci są paskudni, teraz już chyba wszyscy to wiedzą. Niektórzy dzięki temu blogowi dopiero to odkryli. Inni dzisiaj publicznie stwierdzili, iż lubią moją wredotę. I podobno trzeba mnie częściej denerwować. Hmmmm.... A może po prostu powinnam mało spać i dostarczać sobie dużo kofeiny - efekt ten sam.
Zresztą Wyklęci lubią się kłucić!

Iwona

czwartek, 19 kwietnia 2012

Trochę smutasów


Miałem dzisiaj sen, który przypomniał mi że moje życie, jego tryb i wszystko z nim związane nie jest takie jakie bym chciał i jakie sobie wymarzyłem – jestem z niego zadowolony owszem ale nie daje mi ono powodów do szczęścia. Chciałbym wszystko na raz zmienić, odciąć się od obecnego życia i zacząć żyć po staremu jak to było 3-4 lata temu, kiedy kończyłem technikum i wybierałem się na studia. Może uda mi się osiągnąć ten cel broniąc licencjata i zdobywając ciekawą i interesującą mnie pracę. Kto wie, próbować trzeba…

Ale nie ma co się użalać nad sobą. Trzeba brać się za robotę – licencjat wzywa.

K.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Nawiązując...

Nie widzę różnicy między dniem zwyczajnym a dniem nie zwyczajnym, który określa się mianem wyjątkowości, nie zależnie od tego czy miałoby to mieć konotacje pozytywne czy negatywne. Pisząc w skrócie piątek trzynastego to dzień, który pojawia się codziennie i tak jak nie każdy P13 musi być pechowy tak nie zawsze wtorek siedemnastego jest jakiś szczęśliwszy. Ale to może branża, w której pracuje wywołuje takie złudzenie. W każdym razie im więcej ludzi tym większy piątek trzynastego. I zresztą nie tylko w pracy. W autobusie, na chodniku, w sklepie na zakupach czy w drodze do kontenera z odpadkami. Zawsze znajdzie się ktoś kto zajdzie nieopacznie drogę, kto trąci łokciem, szturchnie parasolką mimo, że od dobrej godziny nie spadła ani kropla deszczu. O, albo gdy nagle, idąc bez parasolki zaskoczy Cię deszcz i zapragniesz przejść pod zadaszeniem - zawsze, ale to zawsze znajdzie się ktoś, kto schowa się pod tym samym zadaszeniem z otwartą parasolką mimowolnie wypychając Cię na zewnątrz... Bo tacy są ludzie. Wpychają się w kolejkę, zrzędzą, jęczą i marudzą bo przecież dlaczego nie? Idziesz na zakupy i myślisz sobie: "Dobrze, że wreszcie idę do domu coś zjeść, jeszcze tylko kupię bułeczki na jutro i..." no właśnie nie takie tylko jeszcze. Stojąc tuż przed kasą z nadzieją, że sam zakup trzech bułek nie pochłonie więcej niż kilku niezauważalnych minut, orientujesz się, że ta sympatycznie wyglądająca kobieta, z jednym może dwoma produktami w koszyczku, nie koniecznie wzbudzi w Tobie sympatię, zwłaszcza zaczynając dialog tymi słowy: "... tak, to wszystko, a niech mi pani jeszcze powie, a ta... a tamto... a siamto, sramto i owamto..." i nagle z kilku minut robi się pół godziny. Ale co możesz nic nie mogąc? Przecież klient ma prawo zapytać, a kasjerka ma obowiązek odpowiedzieć... Ot co. Im więcej ludzi wokół tym więcej powodów do narzekań. Ale przecież ja nie jestem inny. Jestem pewien, że gdyby istniało moralne przyzwolenie odstrzelenia tych co irytują najbardziej, ginąłbym każdego dnia wielokrotnie. Strzelać nie wolno, ale za to ponarzekać nikt nie zabroni. Ot takie polskie narzekadło - akurat z tym Polacy radzą sobie znakomicie. Dlatego narzekam, bo nie chcę być gorszy od reszty narodu. A ćwiczenie czyni mistrza i pomaga odreagować. Zatem zachęcam - marudźmy ile wlezie, rozładujmy swoje frustracje na innych  - Na pewno będzie nam lepiej...

Zgryźliwy
(Ba.)

piątek, 13 kwietnia 2012

Piątek trzynastego?


1/3 naszego składu czyli Iwona zdążyła napisać dwa posty to teraz najwyższy czas na mnie. Dziś poruszę dwa tematy. Pierwszy drażliwy temat czyli konieczność pisania pracy licencjackiej, która spędza mi sen z powiek. Już nie miesiące a dni dzielą mnie od terminu oddania całości a przynajmniej dwóch rozdziałów tejże pracy a u mnie totalny brak weny. Przyczyna jest mi totalnie nie znana. Próbowałem gorzkiej kawy z czekoladą i odwrotnie, próbowałem piwa, próbowałem na sucho i nic. W ogóle to odczuwam ostatnimi czasy totalny brak celu w moim życiu – może to on jest tą barierą, która powoduje brak chęci do czegokolwiek (w tym pisania pracy licencjackiej i nawet tego bloga).
Temat drugi dotyczący bardziej trójki wyklętych choć i naszych czytelników. Od ponad godziny jest piątek 13ego! Uważajcie na czarne koty, drabiny, lustra, dzbanki* oraz zakonnice bo nie znacie dnia ani godziny! Nigdy nie wiadomo kiedy możecie zostać wyklęci. A tak na poważnie to ktoś jeszcze wierzy w te zabobony? Czy czarny kot przebiegający przez ulicę czy nam przez drogę oznacza pecha? A stłuczone lustro?

*
dzbanki dotyczą Iwony xD

To by było tyle ode mnie na dziś, teraz czekamy na Bartka.





Kuba

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wyklęci przestają być wyklęci?

Wielkie  żarcie za nami - oby mi w cycki poszło, a chłopakom w całość, bo przecież jak wieszaki wyglądają :P

Kto by pomyślał... No czyżby dzień dobroci dla tych wrednych, paskudnych i w ogóle świń? I to nie tylko w kontekście Wyklętych. Bo nawet w Londynie niektórzy ludzkim głosem przemawiają. Może jajka były za bardzo poświęcone? Cóż, historyczny dzień nam nastał!

Dzisiaj również nastał dzień walki: Iwona vs Lara: 0:0, zapowiada się interesująca noc!

Wyklęci pozdrawiają wrogów :)


niedziela, 8 kwietnia 2012

Dobranoc

Normalni zaczynają od "dzień dobry", my nie jesteśmy normalni, więc zaczynam od "dobranoc". Jako że jesteśmy wyklęci i mamy się żalić, stworzyliśmy ten blog, aby inni mogli podziwiać naszą jakże cudowną twórczość marudnoliteracką. Jesteśmy świadomi naszych chorób psychicznych i nie bierzemy odpowiedzialności za nasze czyny i słowa :)