Nie widzę różnicy między dniem zwyczajnym a dniem nie zwyczajnym, który określa się mianem wyjątkowości, nie zależnie od tego czy miałoby to mieć konotacje pozytywne czy negatywne. Pisząc w skrócie piątek trzynastego to dzień, który pojawia się codziennie i tak jak nie każdy P13 musi być pechowy tak nie zawsze wtorek siedemnastego jest jakiś szczęśliwszy. Ale to może branża, w której pracuje wywołuje takie złudzenie. W każdym razie im więcej ludzi tym większy piątek trzynastego. I zresztą nie tylko w pracy. W autobusie, na chodniku, w sklepie na zakupach czy w drodze do kontenera z odpadkami. Zawsze znajdzie się ktoś kto zajdzie nieopacznie drogę, kto trąci łokciem, szturchnie parasolką mimo, że od dobrej godziny nie spadła ani kropla deszczu. O, albo gdy nagle, idąc bez parasolki zaskoczy Cię deszcz i zapragniesz przejść pod zadaszeniem - zawsze, ale to zawsze znajdzie się ktoś, kto schowa się pod tym samym zadaszeniem z otwartą parasolką mimowolnie wypychając Cię na zewnątrz... Bo tacy są ludzie. Wpychają się w kolejkę, zrzędzą, jęczą i marudzą bo przecież dlaczego nie? Idziesz na zakupy i myślisz sobie: "Dobrze, że wreszcie idę do domu coś zjeść, jeszcze tylko kupię bułeczki na jutro i..." no właśnie nie takie tylko jeszcze. Stojąc tuż przed kasą z nadzieją, że sam zakup trzech bułek nie pochłonie więcej niż kilku niezauważalnych minut, orientujesz się, że ta sympatycznie wyglądająca kobieta, z jednym może dwoma produktami w koszyczku, nie koniecznie wzbudzi w Tobie sympatię, zwłaszcza zaczynając dialog tymi słowy: "... tak, to wszystko, a niech mi pani jeszcze powie, a ta... a tamto... a siamto, sramto i owamto..." i nagle z kilku minut robi się pół godziny. Ale co możesz nic nie mogąc? Przecież klient ma prawo zapytać, a kasjerka ma obowiązek odpowiedzieć... Ot co. Im więcej ludzi wokół tym więcej powodów do narzekań. Ale przecież ja nie jestem inny. Jestem pewien, że gdyby istniało moralne przyzwolenie odstrzelenia tych co irytują najbardziej, ginąłbym każdego dnia wielokrotnie. Strzelać nie wolno, ale za to ponarzekać nikt nie zabroni. Ot takie polskie narzekadło - akurat z tym Polacy radzą sobie znakomicie. Dlatego narzekam, bo nie chcę być gorszy od reszty narodu. A ćwiczenie czyni mistrza i pomaga odreagować. Zatem zachęcam - marudźmy ile wlezie, rozładujmy swoje frustracje na innych - Na pewno będzie nam lepiej...
Zgryźliwy
(Ba.)
Dlatego Wyklęci mają bloga - żeby marudzić
OdpowiedzUsuń