wtorek, 8 maja 2012

Cudowny tytuł...

... bez wartości. Wczoraj 2/3 wyklętych udało się na upragnioną pizze. Przysmak okazał się większy niż apetyt, choć wciąż będę upierał się, że ja swoją połowę zjadłem, Kuba nie. Szkoda, że zabrakło Iwony ale okej, wybaczamy, niektórzy są na szpilkach inni są na piwie. Że nam akurat szpilki nie odpowiadają jako obuwie, to wybraliśmy te drugą opcję. Ale baba to baba, ma swoje szpilki i nie dołączyła - oj będę wypominał. Choć poczułem lekką rekompensatę widząc jak resztą trójcy wraz z Pauliną przyszli po mnie po pracy. Och łzy wyklętego wzruszenia napłynęły mi do oczu. Naprawdę fajnie, tylko szkoda, że trudno jest nam znaleźć trochę czasu na wspólny jakiś wypad. Chociaż jak się okazuje, wiszą w eterze plany wyjazdu w miejsce pracy Kuby. Czas pokaże. Pożyjemy zobaczymy, że tak to ujmę.
    Co by wprowadzić tu trochę kolorytu, wlepiłbym jakieś zdjęcie, ale jeszcze nie wiem czy umiem, ale spróbuję:

A co by smaku narobić, z pozdrowieniami z dnia wczorajszego!





To poniżej to już dzisiejsze, cała trójca - w swe olśniewającej okazałości:


4 komentarze:

  1. Zdecydowanie częściej musimy organizować takie wypady :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawdaż z przyklaskiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, to robią pizzę o takich gabarytach? Szok, raczej ciężko by było wziąć ja na wynos hehe może przytyjecie trochę, chociaż patrząc po niektórych, to raczej mało prawdopodobne;p;p choć na fotach to wygląda tak, jakbyście naprawdę mieli zamiar zjeść całą ze smakiem. podziwiam
    Pozdrowienia by Nuncjo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie taki mieliśmy zamiar i dlatego jemy takie pizze, co by trochę przytyć ;)

      Usuń