wtorek, 24 kwietnia 2012

O kant dupy rozbić...

... taki tytuł postu. I tyle tematem wstępu.

    Tak się od kilku dni zastanawiam, skąd ludzie biorą taką ułańską fantazje. Przychodzi baba ze świstkiem papieru do konsultanta ds. klienta w salonie i rzucając mu przed nos zamaszystym ruchem, tako rzecze: (tonem rozkazu): Niech mi pan to cofnie! - Ale co? - To! - rozkładając wymiętolony i nasączony od tłustych, spoconych łapsk skrawek dokumentu, wskazującego z pierwszej strony na jakąś niezidentyfikowaną (ze względu na stan fizyczny) umowę. - Ale co to jest? - W celu rozeznania sytuacji. - No jak to co? Umowa, ja jej nie chciałam! Ja proszę pana wyjechałam za granice i ja z tego nie korzystałam ani syn i proszę mi to natychmiast cofnąć! - To nie był ton prośby. Szybkie łypnięcie okiem po szczątkach czegoś co kiedyś miało wartość papieru, zwanego nawet dokumentem i: Ale jak pani tego nie chciała, to kto podpisał? - Pytanie oczywiście przy jednoczesnym wskazaniu palcem resztek pozostawionych na papierze atramentu. - No ja podpisałam, bo to kurier przyjechał, ja się śpieszyłam, ja podpisałam ale nie czytałem tego. Ale mi się to proszę pana nie podoba i proszę mi to cofnąć!    Długo taka rozmowa nie miała miejsca. Widząc, że stłumiona jasność umysłu szanownej Pani nie reaguje na wysyłanie prostych komunikatów werbalnych w postaci argumentów, poczęstowana została numerem do biura obsługi klienta, gdzie na spokojnie mogła swoje żale wylewać... Ach, jakaż trudna musi być praca człowieka odbierającego takie telefony.

Ale pomijając ciekawość wskaźnikiem samobójstw wśród takich pracowników, zastanawiam się skąd w ludziach taka nieodpowiedzialność. Taka chęć bycia ponad wszystko. Albo np kobieta, która za każdym razem stoi przy kierowcy autobusu i na siłę próbuje go zagadywać, wpychając swój odwłok niemal do jego kabiny. Ok, rozumiem, że może takie zaloty. Jestem wstanie zrozumieć. Ale czy to samo kieruje gościem po 40ce? Niesamowitość po prostu. Każdy chciałby być wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i mieć miano wyróżnienia. Po co?

 Ach, Boże - może to dobrze, że zasilasz moją osobą te rzesze ludzi szarych, obojętnych i nijakich. Może to dobrze, że nie muszę być w czymś ekstra ponad? Dzięki temu nikt nie wymaga ode mnie więcej niż sam chciałbym dać. A może bycie takim nikim spośród wszystkich jest już wystarczającą formą oryginalności i należałoby się z tego cieszyć? Chujowa dedukcja - ale jest w tym jakaś zaleta. Zawsze to jakiś element, który solidaryzuje mnie z tymi przebrzydłymi optymistami. Ja wierzę, że ten świat jest kolorowy. Naprawdę. Tylko może fakt, że widzę go tak szaro, to kwestia nie zdiagnozowanego daltonizmu?

Zgryźliwy

2 komentarze: