sobota, 28 kwietnia 2012

Moja głowa...

Czy tylko mnie boli głowa po wczorajszym Grillwonie? 
Ale:
- Impreza udana
- W końcu mogłem powydzierać japę, cudowna chrypka dzisiejszego dnia i czuję się jak Louis Armstrong
- Doborowe towarzystwo
- I ta bezkonkurencyjna karkówka, no przecudowność 

Muszę przyznać, że grillwon przeszedł moje najśmielsze oczekiwanie. Przyznaje bez bicia, no podobało się. A teraz czekam na jakieś kompromitujące zdjęcia i filmy. 

czwartek, 26 kwietnia 2012

Próba mikrofonu

raz dwa trzy, raz dwa trzy, trzy, raz dwa trzy ;D

działa działa :D

Nie wiem...


Ja nie wiem a Wy? Iwona w najbliższy piątek będziemy musieli porozmawiać… muszę się komuś wyżalić :P

PS. Fajnie pięknie ale ja nadal nie mogę pisać ze swojego konta jako ja... Normalnie chyba Was wyklnę zaraz xD

KUBA

wtorek, 24 kwietnia 2012

O kant dupy rozbić...

... taki tytuł postu. I tyle tematem wstępu.

    Tak się od kilku dni zastanawiam, skąd ludzie biorą taką ułańską fantazje. Przychodzi baba ze świstkiem papieru do konsultanta ds. klienta w salonie i rzucając mu przed nos zamaszystym ruchem, tako rzecze: (tonem rozkazu): Niech mi pan to cofnie! - Ale co? - To! - rozkładając wymiętolony i nasączony od tłustych, spoconych łapsk skrawek dokumentu, wskazującego z pierwszej strony na jakąś niezidentyfikowaną (ze względu na stan fizyczny) umowę. - Ale co to jest? - W celu rozeznania sytuacji. - No jak to co? Umowa, ja jej nie chciałam! Ja proszę pana wyjechałam za granice i ja z tego nie korzystałam ani syn i proszę mi to natychmiast cofnąć! - To nie był ton prośby. Szybkie łypnięcie okiem po szczątkach czegoś co kiedyś miało wartość papieru, zwanego nawet dokumentem i: Ale jak pani tego nie chciała, to kto podpisał? - Pytanie oczywiście przy jednoczesnym wskazaniu palcem resztek pozostawionych na papierze atramentu. - No ja podpisałam, bo to kurier przyjechał, ja się śpieszyłam, ja podpisałam ale nie czytałem tego. Ale mi się to proszę pana nie podoba i proszę mi to cofnąć!    Długo taka rozmowa nie miała miejsca. Widząc, że stłumiona jasność umysłu szanownej Pani nie reaguje na wysyłanie prostych komunikatów werbalnych w postaci argumentów, poczęstowana została numerem do biura obsługi klienta, gdzie na spokojnie mogła swoje żale wylewać... Ach, jakaż trudna musi być praca człowieka odbierającego takie telefony.

Ale pomijając ciekawość wskaźnikiem samobójstw wśród takich pracowników, zastanawiam się skąd w ludziach taka nieodpowiedzialność. Taka chęć bycia ponad wszystko. Albo np kobieta, która za każdym razem stoi przy kierowcy autobusu i na siłę próbuje go zagadywać, wpychając swój odwłok niemal do jego kabiny. Ok, rozumiem, że może takie zaloty. Jestem wstanie zrozumieć. Ale czy to samo kieruje gościem po 40ce? Niesamowitość po prostu. Każdy chciałby być wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i mieć miano wyróżnienia. Po co?

 Ach, Boże - może to dobrze, że zasilasz moją osobą te rzesze ludzi szarych, obojętnych i nijakich. Może to dobrze, że nie muszę być w czymś ekstra ponad? Dzięki temu nikt nie wymaga ode mnie więcej niż sam chciałbym dać. A może bycie takim nikim spośród wszystkich jest już wystarczającą formą oryginalności i należałoby się z tego cieszyć? Chujowa dedukcja - ale jest w tym jakaś zaleta. Zawsze to jakiś element, który solidaryzuje mnie z tymi przebrzydłymi optymistami. Ja wierzę, że ten świat jest kolorowy. Naprawdę. Tylko może fakt, że widzę go tak szaro, to kwestia nie zdiagnozowanego daltonizmu?

Zgryźliwy

niedziela, 22 kwietnia 2012

Małe zmiany

No to od dzisiaj małe zmiany: po pierwsze każde z nas może od dzisiaj pisać z własnego konta, co ułatwi rozróżnianie, jak kto marudzi.

Po drugie: koniec z logowaniem się, by dodać komentarz. Weryfikacja obrazkowa także została wyłączona.


Do pracy się braććććććććććć!!!!!!!

piątek, 20 kwietnia 2012

Podobno nas czytają...

Prawie 500 wyświetleń... Wynik całkiem mobilizujący... Jednak... Tyle wyświetleń, tyle słów, rzuconych w przelocie, że ktoś czytał, że się podoba, że oby tak dalej. Pytanie tylko, czemu nikt po sobie śladu nie zostawia?

2/3 Wyklętych pisze licencjaty... Po nocach śni mi się Lara Croft i Pan Samochodzik. A Polsat już w ogóle mnie nie lubi, gdyż w poniedziałek chce katować mnie "Tomb Raiderem". Cóż, licencjat jest wszędzie!!!! Jedyny temat: miedzy zajęciami, na zajęciach, na GG, nawet Uno Momento męczyło ten temat!!!!!!

Wiosna nastała na dobre, to znaczy chyba, bo z pogodą gorzej niż z moim promotorem: nigdy nie wiadomo, o co chodzi.... Czekałam na te ciepłe dni, moje czerwone 10cm nadal czeka, by rozpocząć sezon. A biało-niebieskie 15cm chce się już bronić.


 Wyklęci są paskudni, teraz już chyba wszyscy to wiedzą. Niektórzy dzięki temu blogowi dopiero to odkryli. Inni dzisiaj publicznie stwierdzili, iż lubią moją wredotę. I podobno trzeba mnie częściej denerwować. Hmmmm.... A może po prostu powinnam mało spać i dostarczać sobie dużo kofeiny - efekt ten sam.
Zresztą Wyklęci lubią się kłucić!

Iwona

czwartek, 19 kwietnia 2012

Trochę smutasów


Miałem dzisiaj sen, który przypomniał mi że moje życie, jego tryb i wszystko z nim związane nie jest takie jakie bym chciał i jakie sobie wymarzyłem – jestem z niego zadowolony owszem ale nie daje mi ono powodów do szczęścia. Chciałbym wszystko na raz zmienić, odciąć się od obecnego życia i zacząć żyć po staremu jak to było 3-4 lata temu, kiedy kończyłem technikum i wybierałem się na studia. Może uda mi się osiągnąć ten cel broniąc licencjata i zdobywając ciekawą i interesującą mnie pracę. Kto wie, próbować trzeba…

Ale nie ma co się użalać nad sobą. Trzeba brać się za robotę – licencjat wzywa.

K.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Nawiązując...

Nie widzę różnicy między dniem zwyczajnym a dniem nie zwyczajnym, który określa się mianem wyjątkowości, nie zależnie od tego czy miałoby to mieć konotacje pozytywne czy negatywne. Pisząc w skrócie piątek trzynastego to dzień, który pojawia się codziennie i tak jak nie każdy P13 musi być pechowy tak nie zawsze wtorek siedemnastego jest jakiś szczęśliwszy. Ale to może branża, w której pracuje wywołuje takie złudzenie. W każdym razie im więcej ludzi tym większy piątek trzynastego. I zresztą nie tylko w pracy. W autobusie, na chodniku, w sklepie na zakupach czy w drodze do kontenera z odpadkami. Zawsze znajdzie się ktoś kto zajdzie nieopacznie drogę, kto trąci łokciem, szturchnie parasolką mimo, że od dobrej godziny nie spadła ani kropla deszczu. O, albo gdy nagle, idąc bez parasolki zaskoczy Cię deszcz i zapragniesz przejść pod zadaszeniem - zawsze, ale to zawsze znajdzie się ktoś, kto schowa się pod tym samym zadaszeniem z otwartą parasolką mimowolnie wypychając Cię na zewnątrz... Bo tacy są ludzie. Wpychają się w kolejkę, zrzędzą, jęczą i marudzą bo przecież dlaczego nie? Idziesz na zakupy i myślisz sobie: "Dobrze, że wreszcie idę do domu coś zjeść, jeszcze tylko kupię bułeczki na jutro i..." no właśnie nie takie tylko jeszcze. Stojąc tuż przed kasą z nadzieją, że sam zakup trzech bułek nie pochłonie więcej niż kilku niezauważalnych minut, orientujesz się, że ta sympatycznie wyglądająca kobieta, z jednym może dwoma produktami w koszyczku, nie koniecznie wzbudzi w Tobie sympatię, zwłaszcza zaczynając dialog tymi słowy: "... tak, to wszystko, a niech mi pani jeszcze powie, a ta... a tamto... a siamto, sramto i owamto..." i nagle z kilku minut robi się pół godziny. Ale co możesz nic nie mogąc? Przecież klient ma prawo zapytać, a kasjerka ma obowiązek odpowiedzieć... Ot co. Im więcej ludzi wokół tym więcej powodów do narzekań. Ale przecież ja nie jestem inny. Jestem pewien, że gdyby istniało moralne przyzwolenie odstrzelenia tych co irytują najbardziej, ginąłbym każdego dnia wielokrotnie. Strzelać nie wolno, ale za to ponarzekać nikt nie zabroni. Ot takie polskie narzekadło - akurat z tym Polacy radzą sobie znakomicie. Dlatego narzekam, bo nie chcę być gorszy od reszty narodu. A ćwiczenie czyni mistrza i pomaga odreagować. Zatem zachęcam - marudźmy ile wlezie, rozładujmy swoje frustracje na innych  - Na pewno będzie nam lepiej...

Zgryźliwy
(Ba.)

piątek, 13 kwietnia 2012

Piątek trzynastego?


1/3 naszego składu czyli Iwona zdążyła napisać dwa posty to teraz najwyższy czas na mnie. Dziś poruszę dwa tematy. Pierwszy drażliwy temat czyli konieczność pisania pracy licencjackiej, która spędza mi sen z powiek. Już nie miesiące a dni dzielą mnie od terminu oddania całości a przynajmniej dwóch rozdziałów tejże pracy a u mnie totalny brak weny. Przyczyna jest mi totalnie nie znana. Próbowałem gorzkiej kawy z czekoladą i odwrotnie, próbowałem piwa, próbowałem na sucho i nic. W ogóle to odczuwam ostatnimi czasy totalny brak celu w moim życiu – może to on jest tą barierą, która powoduje brak chęci do czegokolwiek (w tym pisania pracy licencjackiej i nawet tego bloga).
Temat drugi dotyczący bardziej trójki wyklętych choć i naszych czytelników. Od ponad godziny jest piątek 13ego! Uważajcie na czarne koty, drabiny, lustra, dzbanki* oraz zakonnice bo nie znacie dnia ani godziny! Nigdy nie wiadomo kiedy możecie zostać wyklęci. A tak na poważnie to ktoś jeszcze wierzy w te zabobony? Czy czarny kot przebiegający przez ulicę czy nam przez drogę oznacza pecha? A stłuczone lustro?

*
dzbanki dotyczą Iwony xD

To by było tyle ode mnie na dziś, teraz czekamy na Bartka.





Kuba

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wyklęci przestają być wyklęci?

Wielkie  żarcie za nami - oby mi w cycki poszło, a chłopakom w całość, bo przecież jak wieszaki wyglądają :P

Kto by pomyślał... No czyżby dzień dobroci dla tych wrednych, paskudnych i w ogóle świń? I to nie tylko w kontekście Wyklętych. Bo nawet w Londynie niektórzy ludzkim głosem przemawiają. Może jajka były za bardzo poświęcone? Cóż, historyczny dzień nam nastał!

Dzisiaj również nastał dzień walki: Iwona vs Lara: 0:0, zapowiada się interesująca noc!

Wyklęci pozdrawiają wrogów :)


niedziela, 8 kwietnia 2012

Dobranoc

Normalni zaczynają od "dzień dobry", my nie jesteśmy normalni, więc zaczynam od "dobranoc". Jako że jesteśmy wyklęci i mamy się żalić, stworzyliśmy ten blog, aby inni mogli podziwiać naszą jakże cudowną twórczość marudnoliteracką. Jesteśmy świadomi naszych chorób psychicznych i nie bierzemy odpowiedzialności za nasze czyny i słowa :)